Yankee candle-mania opanowała i mnie :)
Summer scoop jest zapachem z kolekcji letniej YC na 2013r. Szczerze mówiąc myślałam że to będzie jakiś słodki niewypał (miałam wosk strawberry buttercream i nie przypadł mi do gustu), ale bardzo się myliłam.
Zapach ten faktycznie przywodzi na myśl domowe lody jagodowo-truskawkowe. Przede wszystkim czuć delikatną słodycz owoców- są truskawki, są jagody, są maliny? Na pewno nie jest tak że tylko truskawka dominuje... poza owocami czuć właśnie jakąś taką chłodną, lodową nutę. Gdzieś w tle majaczy jakaś śmietanka, bo raczej nie wanilia? Strasznie mi się ten zapach podoba właśnie ze względu na te jagody/borówki - przypomina mi jeszcze taki świeżo zblendowany truskawkowo-jagodowy koktajl na jogurcie który nalewasz sobie do zimnej szklanki :)
Trochę pysznych skojarzeń :)
Jak dla mnie to jest dokładnie to, więc i kolor świeczki mógłby być bardziej fioletowy...
Kupiłam votive/sampler bo wszystkie woski były wykupione. Nie ubolewam nad tym bardzo bo mam dwa małe wysokie świeczniki w którym mogłam go bezpiecznie palić ;)
Przyznam się że myślę nad duża świeczką :(
kosmetyczna cukiernia Absinth
środa, 12 czerwca 2013
sobota, 23 marca 2013
Trochę nowości...
Ostatnio trochę nie miałam czasu na blogowanie,
ponieważ najpierw miałam ważny egzamin zawodowy, a potem trochę
problemów zdrowotnych. Jednak wracam pełna pomysłów i nowych odkryć ;) Ten post
będzie trochę luźną zapowiedzią.
Po pierwsze musze się pochwalić że wygrałam konkurs u
kochanej Orlicy i przyszła do mnie piękna paczucha (napewna nie paczuszka :P)
kosmetyków Flosleku.
Zapraszam do klikania w linka jeśli jesteście ciekawe za
jaką odpowiedź wygrałam :) Ale uprzedzam, że trochę mnie poniosło ;p Bardzo lubię Floslek i uważam ze razem z Farmoną czy Inglotem są trochę niedoceniane przez Polki (jak to często jest z niedrogimi kosmetykami) więc tym bardziej strasznie się cieszę że udało mi się wygrać ;) Postaram się zrecenzować te skarby, jednak na razie mam inne mazidełka do pielęgnacji do zużycia więc grzecznie poczekają w kolejce :)
Poza tym trochę się ostatnio rozbrykałam z zakupami
kosmetycznymi... i nie tylko kosmetycznymi, ale o tym za chwilę. Być może właśnie
przez wspomniane wyżej stresy :p (lepiej to niż się obżerać nie? Chociaż pewnie
i tak się obżerałam :F)
Małe zamówienie z mintishop. Nie wiem czy jest sens robić post o suchych szamponach Batiste, bo już dużo blogerek o nich pisało ale naprawdę... moje włosy są im bardzo wdzięczne. I te zapachy. Ach.
Skorzystałam też z promocji w Bodyshopie 3 za cenę 2. Dwa żele -brzoskwinka, grejpfrut oraz masełko do ust o zapachu tego drugiego. O ile dobrze pamiętam to wychodziło chyba po 14zl za jeden. Jak na tą jakość to uważam że cena jest znośna ;)
Tutaj łupy z Superpharm. Iwostin Capillin krem to mój święty Grall kosmetyczny! Koniecznie muszę zrobić o nim notkę... to już chyba 3 kupione opakowanie - tutaj w promocyjnym zestawie z płynem micelarnym za 30zł. (W aptekach sam ten krem kosztuje ok 35-40zł). Odżywka Cece jeszcze nie ruszona-kupiłam ją bo z szamponu Cece jestem bardzo zadowolona, zobaczymy co to za cudo ;p
Natomiast te probki Vichy można dostać w aptekach z plakatem informującym o akcji "Znajdź swój ideał z vichy". Ja akurat trafiłam na nią przypadkiem - po prostu stałam w gigantycznej kolejce po bandaże, przeklinając swoj los i wybredność emerytów przy kasach i kręcać głową z niesmakiem przyuważyłam plakat ;) Spytałam Panią farmaceutkę czy ma dla mnie jakieś darmowe smakołyki i bez szemrania przyniosła mi próbki. Oto lista aptek które biorą udział w rozdawaniu próbek:
Miłego polowania jeśli macie ochotę!
A teraz coś niekosmetycznego... tylko malutki sneak peak bo mam tego dużo więcej...
Kiedyś nie rozumiałam fenomenu Yankee Candle. Myślałam ze to kolejna rozdmuchana akcja pt. "dają jakieś burżujskie, śmierdzące świeczki blogerkom za darmo i wszyscy to zachwalają". TAK BARDZO MYLIŁAM SIĘ. TAK BARDZO SIĘ KAJAM! Ale to też rozkminy na dłuższy post :P
Więcej już wkrótce :)
piątek, 11 stycznia 2013
Czekoladowa rozpusta ;)
Witam, dzisiaj chciałam opowiedzieć o czekoladowych kosmetykach które uwielbiam i po które sięgam zwłaszcza wtedy, kiedy napada mnie chętka na slodycze -czyli dosyć często ;) Są to: olejek do masażu o aromacie białej czekolady i maseczka Hot Chocolate do
twarzy, szyi i dekoltu. Produkuje je
Stara Mydlarnia, więc nie są super łatwo dostępne, ale myślę że warto poszukać
żeby sprawić sobie odrobine relaksu, szczególnie zimą kiedy skora jest
wysuszona suchym powietrzem (ach te kaloryfery) czy mrozem.
Zacznę od maski, bo jest po prostu typowym kosmetycznym
słodyczem. Nawilża moją cerę, przepięknie pachnie i wydaje mi się, że poprawia
koloryt cery-twarz wygląda jakoś tak „zdrowiej”. Zapach określiłabym jako coś
miedzy kakao a kokosem, nie czuć też
żadnej sztucznej chemii jak np. w peelingach cukrowych daxa. Można rozgrzać saszetkę
w miseczce z ciepła wodą lub w dłoniach, wtedy będzie bardziej płynna - ja nakładalam i zimną, i ciepłą -ale raczej nie widzę większej różnicy w działaniu :P
Skład może nie jest
idealny (parabeny), ale jest całkiem przyzwoity ze względu na drugie w
kolejności kakao: Aqua, Theobroma Cacao (Cocoa) Powder,
Paraffinum Liquidum, Cetearyl Alcohol & Sodium Cetearyl Sulfate,
Dimethicone, Sorbitol, Cetyl Alcohol, Corn Starch Modified, Parfum, Metyl &
Propylparaben, Phenoxyethanol, DMDM Hydantoin, Citric Acid, Potassium
Acesulfame, Benzyl Benzoate, Coumarin, Benzyl Salicylate, Linalool
Podsumowując- przyjemna, dobrze nawilżajaca maska. Myślę że najlepiej się sprawdzi do przesuszonej, ściągniętej skóry dlatego na zimę serdecznie ją polecam. Jedna saszetka (3,60zl) starczy spokojnie na minimum dwa razy, w dodatku można dostać większe opakowania.
Drugim produktem który podbił moje serce (a raczej nos ;p) jest olejek do masażu o aromacie bialej czekolady.
A oto co pisze producent:
Odżywczy olejek do masażu o aromacie Białej czekolady
Olejek doskonale
zmiękcza skórę, powoduje, że staje się jedwabiście gładka. Poprawia ukrwienie,
rozkurczając napięte mięśnie. Skutecznie odżywia i nawilża skórę, przywraca jej
naturalną równowagę, pozostawiając kuszący zapach słodkiej czekolady. Polecany
szczególnie do suchej i zmęczonej skóry.]
Sposób użycia: Niewielką ilość rozprowadzić na skórze i masować całe ciało
nie dłużej niż 60 minut.
Skład - zawiera ekstrakt z arniki, wit.E, olej z awokado, ekstrakt z czerwonego pieprzu.
Jestem z niego baaaaardzo zadowolona. Miałam kilka olejków do masażu-- od alterry przez lidlowe suhady po jakieś droższe z douglasa i ten jest moim faworytem jeśli chodzi o przyjemność stosowania :) Łatwo się rozsmarowuje, dobrze wchłania. Lekko rozgrzewa, ale tylko jeśli mocno masujemy. Przedewszystkim cudownie pachnie - jest to prawdziwy zapach bialej czekolady, nie jakieś waniliopochodne smrody :P Pamiętam że wąchałam limitowany żel peelingujący z rossmana o tym zapachu i wydawał mi się przy tym cudeńku słabopachnącym śmierdziuchem. Używam go do całego ciała - szczególnie lubię go nakładać na noc na suche partie ciała - łydki, przedramiona, dekolt i biust (daje tam moim zdaniem całkiem dobry efekt push-up, skóra wydaje się byc bardziej elastyczna i nawilżona). Wydaje mi się że nie warto go stosować codzień - tylko co jakiś czas, kiedy czujemy że skóra chętnie go "wpije". Cena - ok. 20zl w drogerii Natura.
Nawilżenie po użyciu - 5/6.
Zapach -6/6
Cena do pojemności -4/6
Wydajność -4/6
Nawilżenie po użyciu - 5/6.
Zapach -6/6
Cena do pojemności -4/6
Wydajność -4/6
środa, 26 grudnia 2012
Jolly Jewels Golden Rose
Witam w moim pierwszym poście;)
Kosmetykomaniaczką jestem od dawna, ale dopiero teraz postanowiłam założyć blog. Dlaczego? Ponieważ moja „kolekcja” kolorówki zaczyna się wylewać z szafek i pudełek, a mój łotr patrzy spode łba na moje kolejne zakupy :> Dlatego szukam usprawiedliwienia :D
Niedawno udało mi się ustrzelić Jolly Jewels Golden Rose. Właściwie z prawie całej gamy kolorystycznej wybrałam te, które wydawały mi się najoryginalniejsze. Lukierowo-posypkowy 115 na pewno jest nietypowy, przypomina polewę pierniczka:O Koktajl jagodowy 105 w kolorze delikatnej pasteli będzie jak znalazł na wiosnę. Te bardziej barokowe (np. z płatkami złota, syrenkowo-arielkowy turkusowy) odpuściłam sobie bo poluję na sally hansen gem crush, nie mniej były naprawdę zjawiskowe, szczególnie fajne na sylwestra, jako szalone dopełnienie czarnej sukienki.
Są naprawdę piękne, ale mam co do nich mieszane uczucia. Po pierwsze – żeby uzyskać efekt jak w buteleczce, trzeba dać min.2 grube warstwy (ofc lepiej 3 cienkie) o baza jest raczej półprzeźroczysta, no ale myślę że to zamierzony efekt bo przy gęstej lakier z taka ilością pewnie by zasechł ;p Pędzelek raczej beznadziejny – mały i wąski, należy kontrolować ile brokatu nabieramy w zależności od tego jaki efekt chcemy uzyskać. Jednak jeśli się już pomęczymy to efekt jest naprawdę fajny, już kilka osób pytało mnie co to za lakier i jak zrobiłam sobie takie „lukierkowe” paznokcie ;) Co do trwałości – mam je na pazurkach 2 dni i zaledwie gdzieniegdzie leciutko ścierają się końce. Malowałam nimi na bazę essence anti split nail sealer, a potraktowałam topem essence quick dry top coat. Zmywanie pominę milczeniem – możecie sobie wyobrazić jak zmywa się coś z taką ilością brokatu ;>
Ogólnie polecam jako świąteczno-sylwestrową ekstrawagancję.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)





